08.01.2015

Zakład Malarstwa "Nie Do Odrzucenia" (Rewiry, Lublin, PL)




Nie pisałem bloga ponad 1,5 miesiąca, nie wiem czy głównie z braku czasu czy z chęci odpoczynku po działaniu z czeskimi Romami w Brnie. Ale musiałem się zresetować przed pędzącym wielkimi krokami kolejnym działaniem.

Od 1 grudnia 2014 r. jestem w Lublinie na zaproszenie Szymona Pietrasiewicza z lubelskich Rewiry. Kolejny projekt to Zakład Malarstwa "Nie Do Odrzucenia" - stworzone na potrzeby pracy z bezdomnymi ze schroniska Brata Alberta w Lublinie miejsce wspólnej pracy (mojej i 5 bezdomnych).

Projekt podejmuje przede wszystkim dwa problemy: bezrobocie i bezdomność. W przeciwieństwie do znacznej opinii publicznej, większość bezdomnych nie wybiera takich stanów bytowych. Znalezienie się w nich powoduje zanikanie nadziei i motywacji do zmiany swojego położenia. Człowiek zaczyna akceptować ten status i traktować go jako naturalny.

U podstaw Zakładu Malarskiego stoi wiara w terapeutyczną rolę sztuki i przekonanie, że dzięki niej osoby bezdomne mogą poprawić swoją sytuację.
Działanie trwać będzie do końca stycznia, powinienem jeszcze kilka notek napisać o tym działaniu i szczególnie postarać się o rozreklamowanie tego działania


Wszystkie aktualności i nowinki z Zakładu zamieszczane są na bieżąco na Facebooku: https://www.facebook.com/zakladmalarastwaniedoodrzucenia

(pod niektórymi niżej zamieszczonymi zdjęciami będą właśnie niektóre opisy z fb)






Od początku grudnia jestem w Lublinie i pracuje tu w ramach Pracownia Sztuki Zaangażowanej Społecznie - Rewiry nad dwumiesięcznym działaniem, który jeszcze nie ma sprecyzowanej nazwy. Dogrywamy nazwę wewnątrz grupy, po dyskusjach wstępnymi propozycjami na dziś są: "Zakład Sztuki Bezpośredniej" i "Salon Odrzuconych", a jutro wybierzemy pewnie jakąś kompletnie inną nazwę.
Dodam, że mamy już dobry lokal, w którym pracujemy, póki co pod szyldem poprzedniego właściciela: 4ever fit.
Pozdrawiam z Ośrodka Wsparcia dla Osób Bezdomnych Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta, gdzie aktualnie mieszkam wraz ze współdziałaczami pracowni.






Szlifujemy warsztat, w zasadzie to wszystko naraz: barwę, rysunek i pomysł.
Kilka dni temu Pan Tadeusz przyniósł starszy numer jednej z gazet popularnonaukowych. Pokazał nam kilka stron z tej gazety: żurawie lecące na tle wschodzącego słońca i tłum hinduskiej społeczności w różnobarwnych strojach nad Gangesem. Pan Tadeusz na ten moment wybrał żurawie, które jak sam mawia: są same w sobie jak dzieła sztuki. Zobaczymy co wyjdzie z tymi żurawiami.



Pan Tadeusz oswoił się z ołówkami i rysowanie idzie mu coraz lepiej. Lubi szkicować na szarym papierze. Na razie wzbrania się przed malowaniem, mówiąc że nie wie, jak wszystkie barwy mieszać (jakby ktokolwiek teoretycznie wiedział), ale szczególnie boi się bieli nowego płótna. Przed pierwszym podejściem każdy się boi, bo "zespuje". Rysowanie i i przyszłe malowanie na tyle przemówiło do pana Tadeusza, że zakupił sobie zestaw farb akrylowych, ołówki, pędzle i opakowanie kolorowych kred. Oznaczać to może, że malarstwo zagości na dłużej w życiu pana Tadeusza i będzie ciekawym zajęciem w wolnym czasie.
Pan Taduesz ma 71 lat, z wykształcenia jest inżynierem mechanikiem, od kilku lat mieszka w Ośrodku Wsparcia dla Osób Bezdomnych. Do Lublina trafił około 15 lat temu, przyjechał do Lublina do pracy, której ostatecznie nie dostał.




Artykuł z lubelskiej Gazety o Zakładzie Malarstwa "Nie do odrzucenia" (autor: Tomasz Kowalewicz):
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,17155279,Pasozyt_rozkreca_lubelskie_schronisko__zdjecia_.html



Zakład już czynny. Rozrysowujemy się po świętach i przy tym dużo rozmawiamy o sztuce, problemach i harmonogramie działań.
Pan Mirosław przyniósł książkę o Pablo Picasso oraz wędliny i białą kiełbasę, którą dostał na kartki, a Pan Janusz przyniósł kawę i farbki plakatowe. Przy tym wszystkim dogrzewamy się piecem gazowym i słuchamy Édith Piaf. Można się zżyć.







-13 stopni w Lublinie. Od godziny 22 w noclegowniach i schroniskach dla osób bezdomnych na wszystkich dostępnych salach i korytarzach spią ludzie. Resztę osób bezdomnych, które próbują spać po pustostanach, klatkach schodowych, piwnicach, działach, itd, próbuje namierzyć straż miejska i policja by uniknąć ich zamarznięcia. Czemu nie chcą się skierować do noclegownii i schronisk?
Od razu nasuwa się na myśl "przymus trzeźwości". W Lublinie gdy zadzwoniliśmy do rzecznika prasowego lubelskiej Straży Miejskiej usłyszałem jedną bardzo ciekawą rzecz: w ostatnim roku tylko przy 20% interwencji związanych z bezdomnością osoba była nietrzeźwa.
Sami bezdomni, którzy nie korzystają lub niechętnie korzystają z noclegowni wspominają o uwłaczających warunkach, braku możliwości wniesienia większej ilości swoich rzeczy, obawy o kradzież mienia, chamstwo od strony innych bezdomnych czy nabawienie się wszawicy lub innych chorób jak np. gruźlica. Niektóre zarzuty nie są wcale takie bezpodstawne, mocno zależy to od ośrodka.

Ja sam od rozpoczęcia działania (tzn. Zakładu Malarstwa) mieszkam w Ośrodku Wsparcia dla Osób Bezdomnych im. Brata Alberta na ulicy Dolnej Panny Marii 32. Zamieszkałem tu z własnego wyboru by zbliżyć się do środowiska osób bezdomnych korzystających ze schronisk (literatura czasem nazywa te środowisko "zinstytucjonalizowanymi" bezdomnymi), by poczuć tu te warunki i atmosferę, a także złapać bardziej autentyczny kontakt z ludźmi, nie tylko tymi, z którymi pracuje w Zakładzie. W samym Lublinie ten Ośrodek kojarzony jest jako jeden z najlepszych, ale i tak słyszę tu o przypadkach kradzieży, wszy i gruźlicy (sam od początku działania, czyli już czwarty tydzień, jestem chory, na szczęście już chyba wychodzę z tego). Oczywiście zdarzają się sprzeczki, kłótnie i wyzwiska. Wydaje się to po prostu nieuniknione w sytuacji gdy ośmiu różnych mężczyzn z różnymi doświadczeniami (także więziennym) w różnej kondycji psychicznej i sprawnościowej ma mieszkać w około 16 metrowym pokoju.

Mimo wszystko Ośrodki tego typu dają konkretną pomoc, a przyjęcie tej pomocy tylko zależy od osoby zainteresowanej, jej chęci i wiary w sensowność takiej pomocy.

(poniżej dwa zdjęcia z zewnątrz schroniska dla osób bezdomnych, w którym mieszkam)






DO SIEGO ROKU!
życzy Zakład, czyli pan Mirosław, Janusz, Tadeusz, Grzegorz, Mirosław i Arek




Dalej pracujemy, dalej rozmawiamy i opracowujemy tematy do twórczości poszczególnych osób opierając się na ich doświadczaniu bezdomności.
Po ostatnich mrozach niektórzy malarze się rozchorowali i trochę "zdziesiątkowaną" mamy pracownię, ale i tak cieszy stabilność chociaż dwóch osób, które rozwiją się dzięki regularnej pracy. Zakład ma między innymi na celu właśnie wyrobienie w uczestnikach projektu tę regularność pracy, która, krótko mówiąc, może przyczynić się do odnowy wiary na lepsze jutro.
Kończąc, wystawa się przygotowuje i już chyba można odliczać dni, a konkretnie 12.








Kolejny dzień pracy za nami.
Dziś dołączył do Zakładu 27-letni Rafał z noclegowni Brata Alberta na Dolnej Panny Marii, tam gdzie i ja mieszkam. Do noclegowni przychodzą tylko przenocować, która dla tych osób stoi otworem od godziny 18 do 8 rano, o godzinie 22 gaszone jest światło, a o 6 jest pobudka. Większość osób z noclegowni śpi na "pokładzie", czyli na materacach na podłodze w stołówce i w pierwszym wejściowym pomieszczeniu z telewizorem.
Z Rafałem widziałem się codziennie rano na śniadaniu. Wiedział, co robię, wiedział także o Zakładzie Malarstwa. Często rozmawialiśmy o możliwościach pracy, o opiece społecznej (nie tylko w Polsce), opowiadał mi także o swoich doświadczeniach z lubelskim Emmausem oraz opowiadał gdzie i jak szuka pracy. Dowiedziałem się szybko, że jest zafascynowany skandynawią i mitologią nordycką. Wspominał nawet, że zna trochę język norweski i szwedzki. Teraz z początkiem roku dostał fuchę w ochronie, ale tylko w soboty i niedziele, więc zdecydował się, że od poniedziałku do piątku będzie przychodził do Zakładu Malarstwa.
Póki co widzę, że Rafał jest bardzo spokojny, cierpliwy i mimo błędów potrafi dalej próbować, w przeciwieństwie do Grześka, który dziś się naprawdę załamał, że nie potrafi narysować autoportretu na podstawie zdjęcia. Dwie godziny złości i ciężkiej frustracji, którą wylewał na resztę osób i szczególnie na mnie dlatego, że nie potrafiłem go nauczyć...
Końcowo udało mi się go namówić, aby wylał swoją złość na te kiepskie rysunki, które są na tyle ciekawe, że chyba pojawią się na naszej pierwszej wystawie 15 stycznia.




Zakład Malarstwa "Nie Do Odrzucenia":
- sprzedajemy rysunki i obrazy,
- rysujemy portrety (ze zdjęć),
- przemalowujemy obrazy na lepsze,
- obrazy na zamówienie może namalujemy,
- skupujemy tanie obrazy i reprodukcje,

Zapraszamy do skorzystania z naszej oferty, oczywiście istnieje też możliwość zamówienia rysunku, obrazu czy portretu przez internet czy telefonicznie. W najbliższych dniach będą pojawiać się tutaj przykłady naszych prac.

(a tu dla przypomnienia, idea Zakładu Malarstwa: goo.gl/XPjS0q )





Dziś do Zakładu przyszła pierwsza osoba po naszą sztukę, chciała zamówić portret, a konkretnie portret dziecka. Radość i super, że reklama działa.
Na wyjściu naszego pierwszego klienta Pan Mirek "wysępił" dwa papierosy. Po chwili się okazało, że jeden dla siebie, a drugi dla mnie.
Wielopoziomowa sytuacja.

Przykłady Zakładowych portretów:




Jeden z portretów, nie zamówienie, sami chcieliśmy dla przykładu narysować, więc jak widać - Pan Józek jak rysowany.

Jakby to powiedzieć i nie ukrywać nic - kto zamówi portrecik ten może przedłuży życie Zakładu, bo Panowie chcą dalej działać, nawet z zasiłków chcą się złożyć na wynajem pracowni, ale projekt jest tylko do końca stycznia.



Pozdrawiam z Lublina!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz